Przez 30 lat Peka przeszła drogę od edukowania rynku do projektowania rozwiązań dla coraz bardziej świadomych użytkowników. Dziś marka patrzy już nie tylko na kuchnię, ale na organizację całego domu. Z Anitą Łopatką rozmawiamy o 30 latach Peki w Polsce, zmieniających się potrzebach użytkowników i o tym, dlaczego przyszłość marki wykracza daleko poza kuchnię.

Czas na Wnętrze: Marka Peka jest obecna w Polsce już od 30 lat. Jak z dzisiejszej perspektywy wygląda droga, którą firma przeszła przez te trzy dekady?

ANITA ŁOPATKA, menedżer do spraw marketingu Peka: W historii marki w Polsce było kilka wyraźnych kamieni milowych. W 1996 roku nasz prezes ze Szwajcarii, Peter Weber, poznał polskiego trenera hokeja i zachęcił go, żeby założyć biznes w Polsce i właśnie tutaj zacząć promować metalowe systemy do zabudowy kuchennej. W tamtym czasie były to rozwiązania praktycznie u nas nieznane, a do tego bardzo drogie w stosunku do polskich zarobków.

Anita Łopatka. Dyrektor marketingu marki Peka. Ściśle współpracowała z architektami przy projekcie showroomu firmy w Swarzędzu. Przestrzeń pokazuje, że rozwiązania Peka znajdują zastosowanie nie tylko w kuchni, ale także w garderobie, pralni czy strefie gospodarczej.

Trzeba więc było przede wszystkim pokazać ludziom, czym te produkty w ogóle są. Jeżdżono po Polsce busami ekspozycyjnymi. Prezes brał ze sobą dużą prowadnicę od wysokiego cargo, jechał do fabryki, kładł ją na biurku i mówił: „Zobaczcie, jak to działa. Zobaczcie, jakie to jest solidne”. Ludzie mogli dotknąć produktu, zobaczyć jakość wykonania i sposób działania mechanizmu.

Firma miała przez te lata trzy siedziby. Pierwsza to był właściwie wynajęty pokój. Później przenieśliśmy się do miejsca z magazynem i biurem. Handlowcy, kierując tam klientów, mówili: „Za tirami jest taki biurowiec”. Dzisiaj śmiejemy się z tego określenia. Wielkim krokiem była budowa własnej siedziby, która powstawała etapami, aż po magazyn wysokiego składowania.

Kolejnym ważnym etapem były showroomy. Pierwszy w Warszawie otworzyliśmy w 2014 roku w Centrum Handlowym Panorama. W 2025 roku przenieśliśmy ekspozycję i połączyliśmy ją z Pura Puri, salonem AGD. Mamy też showroom w Gdyni, gdzie klient może zarezerwować wizytę, otrzymać kod QR i samodzielnie wejść do środka, obejrzeć ekspozycję i przetestować rozwiązania.

W tym roku marka Peka świętuje 30-lecie obecności na polskim rynku.

W pewnym sensie idea pozostała więc taka sama: kiedyś jechali państwo z prowadnicą do klienta, dziś zapraszają go do showroomu. Nadal trzeba dotknąć produktu, żeby naprawdę go zrozumieć?

Zdecydowanie. Niektórych rzeczy nie da się dobrze wytłumaczyć zdjęciem czy katalogiem. Czasem komuś wydaje się, że duża szafa typu cargo będzie ciężka w obsłudze. Dopiero kiedy ją otworzy, przekonuje się, że wszystko porusza się bardzo lekko, nawet przy maksymalnym obciążeniu. 

Dlatego zależy nam na pokazywaniu rzeczywistych sytuacji projektowych. Chcemy, żeby ktoś wszedł do showroomu, spojrzał na konkretną zabudowę i pomyślał: „Mam dokładnie taką samą sytuację u siebie”.

Temu służy również nowa aranżacja showroomu w Swarzędzu?

Tak. Chcieliśmy stworzyć miejsce, które będzie inspirowało przyszłych użytkowników kuchni. Dlatego pokazujemy różne układy i scenariusze, w których odwiedzający mogą odnaleźć sytuacje podobne do tych z własnych domów. 

Jednocześnie zależało nam na maksymalnym wykorzystaniu przestrzeni i jak najlepszym wyeksponowaniu systemów. Klient powinien móc je nie tylko zobaczyć, ale też otworzyć, dotknąć, sprawdzić, jak lekko pracują. Przy części garderobianej pozwoliłam sobie na trochę więcej dekoracji, tapety czy wykładziny, żeby przełamać dość surową, szwajcarską estetykę i dodać przestrzeni przytulności.

Showroom pozwala zobaczyć rozwiązania Peka w praktyce – otworzyć szafkę, przetestować system i przekonać się, jak dobrze zaprojektowane przechowywanie wpływa na codzienny komfort.

Na początku musieli państwo właściwie stworzyć w Polsce świadomość całej kategorii produktów. Dzisiaj klienci sami pytają o konkretne systemy. Jak zmienił się przez te 30 lat sposób myślenia o przechowywaniu?

Klient stał się zdecydowanie bardziej wymagający. Dla nas bezpośrednimi partnerami są przede wszystkim stolarze, studia kuchenne, projektanci i fabryki, ale bardzo zmienił się klient końcowy. Ludzie zwracają dziś znacznie większą uwagę na organizację kuchni i jakość przechowywania.

Na początku ogromnym zadaniem była edukacja. Tego typu produkty po prostu nie były w Polsce znane. Dlatego jeździliśmy busami ekspozycyjnymi, współpracowaliśmy z hurtowniami, pokazywaliśmy systemy w salonach meblowych i u producentów. Co ciekawe, część tych działań kontynuujemy do dziś – nadal pojawiamy się z busami podczas dni otwartych.

Dbamy też o to, jak produkty są prezentowane. Wkładamy do systemów słoiki, pudełka czy butelki, żeby klient od razu zobaczył ich zastosowanie. Nie chcemy pokazywać metalowego mechanizmu jako alternatywy dla drewnianej półki, ale to, jak dzięki niemu może zmienić się codzienne korzystanie z kuchni.

Czyli nie chodzi tylko o to, ile mamy miejsca, ale jak z niego korzystamy?

Dokładnie. W badaniach dotyczących kuchni często wychodzi, że problemem nie jest za mała powierzchnia, tylko źle wykorzystane szafki. Jeżeli kuchnia jest dobrze zorganizowana, wykonujemy mniej niepotrzebnych ruchów, mniej chodzimy, mniej szukamy. A każde szukanie czegoś to drobna frustracja.

Czasami wystarczą bardzo proste rozwiązania. Można stworzyć wąską przestrzeń na blachy nad piekarnikiem albo nad szufladami. Podobnie jest z szafkami narożnymi. Ktoś może powiedzieć, że bez systemu wysuwnego zmieściłby w środku więcej rzeczy. Tylko jaki jest sens wypełnić szafkę po brzegi, jeśli później trzeba klęczeć i wyciągać garnki z samego końca? Dla mnie ogromną zaletą dobrego systemu jest to, że jednym ruchem otwieram szafę i wszystko widzę.

Do kogo więc dzisiaj przede wszystkim mówi Peka: do stolarza, projektanta czy osoby urządzającej własny dom?

Do wszystkich, tylko różnymi kanałami. Handlowcy współpracują przede wszystkim ze studiami kuchennymi i stolarzami,
natomiast zadaniem marketingu jest budowanie świadomości wśród klientów końcowych oraz architektów.

Dla mnie ważne jest, żeby komunikacja nie koncentrowała się wyłącznie na mechanizmie. Powinna pokazywać, jak dzięki niemu zmienia się codzienne funkcjonowanie. Przy dużej konkurencji stolarz czy studio kuchenne także potrzebują czegoś, czym mogą zaskoczyć klienta. Jeśli ktoś konkuruje wyłącznie ceną, prawdopodobnie nie wybierze naszych produktów. Jeżeli natomiast zależy mu na jakości, funkcjonalności i efekcie „wow”, nasze rozwiązania dają mu taką możliwość.

Przez lata Peka była kojarzona przede wszystkim z kuchnią. Dzisiaj coraz częściej pojawiają się garderoby, pralnie czy strefy gospodarcze. Czy Peka staje się marką nie tyle od kuchni, ile od organizacji całego domu?

Myślę, że tak. Naszą misją jest upraszczanie codziennego życia poprzez lepszą organizację przechowywania. Początkowo skupialiśmy się przede wszystkim na kuchni, ale dziś coraz częściej myślimy o łazienkach, garderobach czy pralniach.

Co ważne, wiele systemów wcale nie musi być przypisanych do jednego pomieszczenia. Cargo może znaleźć się w kuchni, ale równie dobrze w pralni, gdzie pomieści środki czystości. Mamy bardzo długie prowadnice, nawet do zabudów o głębokości około metra. Można dzięki nim stworzyć szafę gospodarczą z miejscem na odkurzacz, wykorzystać przestrzeń pod schodami czy zaprojektować w sypialni zabudowę z ukrytym telewizorem. Chcemy otwierać klientów i projektantów na takie mniej oczywiste zastosowania.

Systemy Peka nie są przypisane do jednego pomieszczenia – sprawdzają się w kuchni, pralni czy strefie gospodarczej, pozwalając funkcjonalnie wykorzystać nawet trudne i nietypowe przestrzenie.

Kiedyś wyzwaniem było przekonanie klientów do metalowego systemu zamiast zwykłej półki. Co będzie największym wyzwaniem kolejnych lat?

Coraz mniejsze mieszkania. Już dziś powierzchnie są niewielkie, a obserwując inne kraje, można przypuszczać, że ten trend będzie się pogłębiał. Dla nas jest to jednocześnie wyzwanie i szansa, bo przestrzeń będzie musiała być wykorzystywana jeszcze lepiej. Rozwiązania będą musiały stawać się bardziej kompaktowe, modułowe i wielofunkcyjne. Jeden element może pełnić kilka funkcji, zależnie od potrzeb. Zmienia się też model rodziny i sposób życia – coraz więcej osób mieszka samotnie.

Gdyby więc miała pani wskazać jedną ideę, która połączyła pierwsze 30 lat Peki z tym, co dopiero przed nami, co by nią było?

Chyba przekonanie, że nie zawsze potrzebujemy więcej miejsca. Często potrzebujemy po prostu lepiej wykorzystać to, które już mamy. Kiedyś pokazywaliśmy, jak inaczej można zagospodarować kuchenną szafkę. Dzisiaj myślimy już o całym domu. A im mniej przestrzeni będziemy mieli do dyspozycji, tym ważniejsze stanie się to, żeby wykorzystać ją naprawdę mądrze!

30 lat konsekwencji w działaniu

Przez lata Polacy przekonali się do rozwiązań, które jeszcze trzy dekady temu były na naszym rynku praktycznie nieznane. Od początku budowaliśmy markę wokół jakości. Nasze produkty powstawały w Europie Zachodniej, co w tamtym czasie miało duże znaczenie i budziło zaufanie. Były droższe od wielu konkurencyjnych rozwiązań, ale w zamian oferowały trwałość, niezawodność i komfort użytkowania przez wiele lat.

Równie ważne były dla nas relacje z klientami. Nigdy nie ograniczaliśmy się wyłącznie do sprzedaży. Wspieraliśmy partnerów we wdrażaniu produktów, przygotowywaliśmy ekspozycje, prowadziliśmy szkolenia i zapewnialiśmy serwis. W ten sposób konsekwentnie budowaliśmy zaufanie, które procentuje do dziś. Przez 30 lat zmieniała się oferta, ale nie zmieniła się filozofia marki. Nadal chcemy proponować rozwiązania wysokiej jakości, które realnie ułatwiają codzienne życie. Pojawiają się nowe produkty, inne znikają, jednak nie wprowadzamy niczego, do czego sami nie mamy pełnego przekonania. Rynek oczekuje nieustannych nowości, choć w branży akcesoriów meblowych prawdziwe rewolucje zdarzają się rzadko. Znacznie częściej ewoluują istniejące rozwiązania – poprawiają się mechanizmy, ergonomia, trwałość czy kolorystyka. Dla nas najważniejsze jest jednak to, aby produkt niezawodnie pracował każdego dnia i sprawiał, że korzystanie z kuchni staje się prostsze. Często mówimy, że jesteśmy „za frontem”, bo naszych systemów na pierwszy rzut oka nie widać. Urządzając kuchnię, klient zwraca uwagę przede wszystkim na fronty, blaty czy sprzęt AGD. Znaczenie dobrze zaprojektowanego wnętrza szafek odkrywa dopiero później – podczas codziennego użytkowania. I właśnie wtedy okazuje się, jak wiele może zmienić dobra organizacja przechowywania. To jest również nasze największe wyzwanie komunikacyjne.

Nie możemy co sezon prezentować zupełnie nowego produktu tylko dlatego, że zmienia się moda. Dlatego od lat stawiamy przede wszystkim na edukację: szkolenia, dobrze zaprojektowane ekspozycje oraz współpracę z architektami, projektantami i producentami mebli. To właśnie w showroomie czy salonie meblowym klient może otworzyć szafkę, wypróbować system i na własnej skórze przekonać się, jaka jest różnica między zwykłą półką a dobrze zaprojektowanym przechowywaniem. Po 30 latach Peka jest dobrze rozpoznawalna wśród architektów i projektantów. To dla nas szczególnie ważne, bo właśnie profesjonaliści mogą pokazać klientom, że o komforcie wnętrza decyduje nie tylko to, co widać na pierwszy rzut oka.

Roman Kopczyński. Dyrektor firmy PEKA.

 

Autor
Jak Peka od 30 lat zmienia nasze wnętrza
Anna Grużewska
Dziennikarka, redaktorka, miłośniczka designu i malarstwa. Skończyła warszawską ASP i Wydział Dziennikarstwa UW. Redaktor naczelna magazynu Czas na Wnętrze. Ogląda sesje,...