Smukłe gazele, porcelanowe ptaki i słynne seksbomby z PRL-u były nie tylko ozdobą mieszkań, ale też symbolem nowoczesności i dobrego gustu. Dziś niewielkie figurki z lat 50. i 60. wracają jako ikony polskiego designu i obiekty kolekcjonerskiego pożądania.

Jeszcze kilkanaście lat temu stały zakurzone na pawlaczach, lądowały na bazarach albo w kartonach wynoszonych do piwnic. Dziś porcelanowe pingwiny, egzotyczne ptaki i filigranowe seksbomby z czasów PRL-u wracają do łask jako ikony polskiego designu. Porcelanowe figurki, które przez dekady zdobiły półki meblościanek niemal w każdym mieszkaniu, przestały być anonimowym elementem codzienności, a zaczęły funkcjonować jako pełnoprawne obiekty kolekcjonerskie i świadectwo wyjątkowego momentu w historii polskiego wzornictwa.

Figurki wielkiej czwórki

Ich fenomen przypominała niedawno wystawa „Wielka czwórka i inni. Ceramiczna rzeźba kameralna w PRL-u” w Muzeum Narodowym we Wrocławiu, a obecnie można je oglądać na ekspozycji „Rzeźba na meblościankę”, prezentowanej w Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego w warszawskiej Królikarni.

Plakat wystawy, projekt Paula Peplińska, Muzeum Narodowe w Warszawie

Historia tych niewielkich porcelanowych rzeźb zaczęła się w połowie lat 50. XX wieku, w okresie politycznej odwilży i modernizacyjnego entuzjazmu. W 1956 roku w Zakładzie Ceramiki i Szkła Instytutu Wzornictwa Przemysłowego w Warszawie rozpoczęto prace nad nowoczesnymi wzorami ceramiki dekoracyjnej, które miały zerwać z estetyką przedwojennych bibelotów. Nad projektami pracowała grupa rzeźbiarzy: Henryk Jędrasiak, Hanna Orthwein, Mieczysław Naruszewicz i Lubomir Tomaszewski, później określani mianem „wielkiej czwórki”. Wszyscy byli wykształconymi rzeźbiarzami i właśnie dzięki temu porcelanowe figurki zyskały cechy małych dzieł sztuki.

Liczyła się kompozycja, rytm bryły, napięcie formy i umiejętność wydobycia charakteru z uproszczonego kształtu. Inspiracją były zarówno modernizm organiczny, jak i światowa rzeźba awangardowa, choć sami artyści podkreślali, że ich styl rodził się bardziej z intuicji i eksperymentu niż z bezpośredniego naśladownictwa Zachodu.

Siłacze / Atleci, Lubomir Tomaszewski, 1959-1960 r., porcelana szkliwiona, malowana, dekoracja wydrapywana

Projektanci szybko odkryli, że porcelana wymusza własny język formalny. Unikano ostrych kantów, drobnych elementów i dekoracyjnego przeładowania, bo materiał źle znosił takie rozwiązania podczas wypalania. W efekcie figurki stawały się coraz bardziej syntetyczne i dynamiczne. Zwierzęta - czaple, jelenie, koty czy pingwiny - nie były realistycznymi odwzorowaniami natury, lecz próbą uchwycenia ruchu oraz charakterystycznego gestu.

„Gil”, Mieczysław Naruszewicz, 1959 r., porcelana szkliwiona, malowana.

Naruszewicz lubił gwałtowne zmiany kierunków i napięte sylwetki, Orthwein rozwijała smukłe, falujące formy, Jędrasiak eksperymentował z rozbijaniem bryły, a Tomaszewski nadawał swoim projektom figurek niemal monumentalny charakter mimo niewielkiej skali. Obok zwierząt pojawiały się także postacie ludzkie inspirowane modą, filmem i prasą tamtych czasów - siłacze, egzotyczne kobiety czy słynne seksbomby z wysoko upiętymi kucykami i mocnym makijażem. 

„Sexbomby”, Henryk Jędrasiak, 1959 r., odlew, porcelana szkliwiona, malowana, dekoracja wydrapywana.

Porcelanowe figurki z lat 50. i 60. - kolekcjonerskie rarytasy

Choć dziś figurki traktowane są jak kolekcjonerskie rarytasy, w swoim czasie były po prostu częścią codzienności. Po sukcesie na Międzynarodowych Targach Poznańskich w 1957 roku projekty Instytutu Wzornictwa Przemysłowego trafiły do masowej produkcji w zakładach porcelany w Ćmielowie, Chodzieży, Wałbrzychu, Włocławku czy Pruszkowie.

„Ryba”, Henryk Jędrasiak, 1957 r., porcelana szkliwiona, malowana, dekoracja wydrapywana.

Ćmielowskie figurki były stosunkowo tanie, dostępne niemal dla każdego i świetnie wpisywały się w marzenie o nowoczesnym mieszkaniu. Ustawiano je na regałach, telewizorach i obowiązkowo - na meblościankach. Z czasem stały się jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów estetyki PRL-u.

Porcelanowe figurki prezentowane na wystawie „Rzeźba na meblościankę”, Muzeum Rzeżby im. Xawerego Dunikowskiego w Królikarni, fot. Bartosz Bajerski, Muzeum Narodowe w Warszawie

Dzisiaj wracają jako symbole dobrego wzornictwa i przedmioty budzące nostalgię. Wielu kolekcjonerów wspomina, że ich fascynacja zaczęła się od przypadkowo znalezionej figurki na targu staroci albo od egzemplarza pamiętanego z domu dziadków. Tak było również w przypadku Tomasza Dziewickiego, którego kolekcja stała się podstawą wrocławskiej wystawy.

Postaci zwierząt nie były realistycznymi odwzorowaniami natury, lecz ich forma stanowiła próbę uchwycenia charakterystycznego gestu. Można się o tym przekonać na wystawie „Rzeźba na meblościankę”, prezentowanej w Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego w Królikarni, fot. Bartosz Bajerski, Muzeum Narodowe w Warszawie

Wystawa Rzeźba na meblościankę

Jeszcze szerszy obraz tego zjawiska prezentuje warszawska wystawa „Rzeźba na meblościankę”, którą do 25 października 2026 roku można oglądać w Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego w Królikarni. To pierwsza tak obszerna prezentacja kolekcji prototypów ceramicznych figurek ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie.

Pingwiny, Hanna Orthwein, 1958 r., porcelana szkliwiona, malowana

Pokazano aż 152 obiekty powstałe w latach 1956-1965 w Zakładzie Ceramiki i Szkła IWP, pierwowzory modeli, które później trafiły do masowej produkcji i do polskich mieszkań. Wystawa pozwala zobaczyć, jak rodził się język nowoczesnej polskiej ceramiki dekoracyjnej: od realistycznych form po organiczne abstrakcje inspirowane twórczością Henry’ego Moore’a, od ręcznie malowanych dekoracji po eksperymenty z rytmem bryły i otwartą formą. To również opowieść o aspiracjach powojennego społeczeństwa, które poprzez design próbowało budować nowoczesny styl życia.

Marabut, Henryk Jędrasiak, 1959 r., porcelana szkliwiona, malowana

Dla jednych porcelanowe figurki pozostają sentymentalnym wspomnieniem dzieciństwa, dla innych są dowodem, że także w realiach PRL-u powstawały projekty na światowym poziomie. Ich siła polega chyba właśnie na tym podwójnym charakterze, są jednocześnie zwyczajne i wyjątkowe, masowe i artystyczne. Niewielkie porcelanowe zwierzęta i ludziki, które kiedyś traktowano jak dekoracyjny drobiazg, dziś opowiadają historię polskiej nowoczesności.

Autor
Porcelanowe figurki z lat 50. i 60. Kiedyś ustawiane na meblościankach, dziś obiekty kolekcjonerskiego pożądania
Anna Grużewska
Dziennikarka, redaktorka, miłośniczka designu i malarstwa. Skończyła warszawską ASP i Wydział Dziennikarstwa UW. Redaktor naczelna magazynu Czas na Wnętrze. Ogląda sesje,...