Przy ulicy Piotrkowskiej w Łodzi, za odnowioną elewacją XIX-wiecznej kamienicy kryje się mieszkanie, które wymyka się prostym definicjom. Znajduje się w oficynie, dzięki czemu - mimo ścisłego centrum miasta - pozostaje ciche, intymne i odcięte od miejskiego zgiełku. Blue Velvet - bo tak nazwała je projektantka Małgorzata Wojdal - powstało z potrzeby stworzenia wnętrza, które koi i otula. Takiego, do którego chce się wracać.
Wnętrza jak aksamit
Inspiracją dla projektantki była kultowa piosenka „Blue Velvet”. Chciała przełożyć jej klimat na język wnętrza. Stworzyć przestrzeń, która działa jak aksamit: uspokaja, wycisza i daje poczucie ciepła już od pierwszego kontaktu. Bo właśnie atmosfera jest tu najważniejsza. To nie miało być wnętrze pokazowe ani chłodny apartament pozbawiony emocji. Małgorzacie zależało na subtelności, miękkim świetle, naturalności.
Bazą projektu stały się głębokie, przydymione odcienie szaroniebieskiego zestawione z ciepłem drewna, lnianymi tkaninami i czarnymi akcentami. Całość uzupełniają delikatne złote detale, vintage’owe inspiracje oraz naturalne materiały.
- Zależało mi jednak, aby całość pozostała lekka i niewymuszona. Jak uroczy wieczór w kameralnym, jazzowym bistro - mówi projektantka.
Wnętrze ma w sobie coś filmowego. Światło miękko przesuwa się po ścianach, przeszklone drzwi budują kolejne perspektywy, a każdy detal wydaje się opowiadać własną historię.
- Szczególnie ważne były dla mnie kadry, czyli przejścia między pomieszczeniami, przeszklone drzwi, widoki zamknięte w ramach. Dzięki temu mieszkanie żyje przestrzenią i światłem - podkreśla Wojdal.
Klimat dawnych mieszkań w kamienicy
Całość składa się z salonu z aneksem kuchennym, sypialni, gabinetu, łazienki, toalety i obszernego holu. Jednak o wyjątkowości tego miejsca decyduje nie liczba pomieszczeń, lecz sposób, w jaki zostały ze sobą połączone.
Układ przestrzeni przywołuje klimat dawnych mieszkań w kamienicach, ale jednocześnie odpowiada współczesnemu stylowi życia. Do wnętrza prowadzi szeroki hol wyłożony hiszpańskimi płytkami, z pojemnymi szafami i wygodnym siedziskiem.
Salon poza strefą wypoczynkową mieści również część jadalnianą i kuchnię z drewnianą wyspą, która stała się sercem domu.
Sypialnia pełni funkcję prywatnego azylu - z łóżkiem wykonanym na zamówienie, miejscem do pracy i dużą ilością zabudowy.
Z kolei gabinet może w przyszłości zmienić się w pokój gościnny lub dziecięcy.
Taras pełen roślinności
W projekcie niezwykle ważną rolę odgrywa również skąpany w roślinności taras. To właśnie on sprawił, że Małgorzata Wojdal zakochała się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia. To mały, zielony azyl przypominający zaczarowany ogród ukryty w środku miasta. Granica między wnętrzem a naturą została tutaj niemal zatarta.
Zieleń przenika do środka, ociepla przestrzeń i nadaje jej organiczny charakter. Dzięki temu nawet w centrum miasta można odnieść wrażenie życia bliżej natury.
Gra stylów
Wnętrze zbudowano także na świadomej grze stylów. Kamieniczne detale, dekoracyjne płytki i odrestaurowana stolarka spotykają się z minimalistycznymi zabudowami oraz nowoczesnym oświetleniem. Projektantka lubi takie ciekawe kontrasty - miejsca, w których stare spotyka się z nowym, a elegancja z codziennością.
Wiele elementów wyposażenia powstało specjalnie do tego projektu. Część mebli została wykonana na wymiar i połączona z gotowymi elementami, dzięki czemu udało się stworzyć wrażenie spójności i autentyczności. Tak powstała między innymi zabudowa telewizyjna zestawiona z postarzaną witryną, podświetloną niczym muzealny eksponat.
Nieprzypadkowe są również dekoracje. Obrazy do wnętrza zostały dobrane w taki sposób, żeby przypominały do złudzenia wnętrze, w którym się znajdują. W ramach na ścianach znajdują się także stare ogłoszenia różnych miejsc, które mieściły się sto lat temu pod tym adresem, m.in. szarparnia wełny.
Historia Blue Velvet nie kończy się jednak na samym projekcie. Chwilę po realizacji projektu mieszkanie kupili Agnieszka i Michał. Co ciekawe, pierwotnie szukali zupełnie innego lokum: przy innej ulicy, nie na parterze i koniecznie z garażem. Blue Velvet nie spełniało żadnego z tych warunków. A jednak, gdy para zobaczyła to miejsce, zakochała się w nim się od razu.
- Dzisiejsi właściciele śmieją się, że to najwyraźniej miłość, która nie jest racjonalna - opowiada projektantka. Po pierwszej prezentacji Agnieszka i Michał zapytali, czy mogliby wynająć mieszkanie na jedną dobę. Chcieli poczuć energię miejsca, zobaczyć jak wita ich rano słońce w sypialni, jak wygląda wieczór na tarasie, a potem zjeść śniadanie. Kiedy następnego dnia rano para zaprosiła projektantkę do mieszkania, od razu złożyła ofertę. I została tam już na dobre.





