Wyjątkowy zbiór zgromadzony przez Iwonę Siewierską powstał z fascynacji jednym artystą, która szybko przerodziła się w głębokie uczucie do sztuki. Dziś kolekcja cały czas rozrasta się, a jej właścicielka jest prezesem fundacji Unikat promującej współczesną ceramikę.

Wywiad z Iwoną Siewierską, kolekcjonerką sztuki i prezesem fundacji Unikat

CNW: Podobno Pani przygoda ze sztuką zaczęła się od spotkania z pewnym artystą.

Iwona Siewierska: Wszystko zaczęło się w 1987 roku. Na ostatnim roku studiów medycznych poznałam ciekawego człowieka, który okazał się znanym ceramikiem.

Zawsze myślałam, że aby spotkać artystę, trzeba interesować się sztuką, chodzić na wystawy i wernisaże. A ja swojego przyjaciela spotkałam w zatłoczonym pociągu, kiedy jechałam z Wrocławia do domu, a on zmierzał na plener do Jaworzyny Śląskiej. Usiadłam obok mężczyzny, który coś szkicował. Przez chwilę pomyślałam, że może jest architektem albo geodetą, bo na kartkach było dużo kratek, kresek i dziwnych konstrukcji. Pomimo wielkich różnic szybko się zaprzyjaźniliśmy, a ja przeniosłam się ze stancji do jego mieszkania w kamienicy.

Anna Malicka-Zamorska, „Wilkołak”, 2011, wys. 48 cm

W jednym momencie runął mój bezpieczny i uporządkowany świat studentki akademii medycznej. Otaczała mnie zewsząd sztuka - malarstwo, rzeźby, wszystko trudne i niezrozumiałe dla nieobeznanej w sztuce dziewczyny.

Poznała pani wielu artystów. Czy to właśnie prezenty od nich zapoczątkowały Pani wspaniałą kolekcję?

Mój przyjaciel był znany, miał też utalentowanych i wybitnych znajomych ceramików, bardzo hojnych dla swoich przyjaciół. Szczodrze obdarowywali mnie pracami, które mi się podobały, a o zapłacie nie było mowy. Artyści często stosują handel wymienny, więc wielokrotnie za podarowaną mi pracę mój przyjaciel odwzajemniał się swoim dziełem.

Mirosław Kociński, „Paterka”, 2011, śr. 28 cm

Już wtedy przyjmowałam tylko te ceramiki, które mi się podobały i od tych twórców, których lubiłam. Nie interesowało mnie wówczas to, czy są oni znani i jaką wartość mają ich dzieła. Prac przybywało w szybkim tempie, ale wtedy nie było jeszcze mowy o kolekcji. To był przypadkowy zbiór. Potem sama zaczęłam dobierać prace do swojej kolekcji, z czasem robiąc to coraz bardziej świadomie.

A teraz w jaki sposób pozyskuje Pani prace?

Najchętniej nabywam je bezpośrednio od artystów z ich pracowni. Znam osobiście przeszło stu pięćdziesięciu ceramików. Jestem w kontakcie z kilkudziesięcioma twórcami. Bardzo często goszczę w pracowniach ceramicznych ASP we Wrocławiu. Cały czas otrzymuję także ceramiczne prezenty, bo te sobie cenię najbardziej.

Ale bywa też, że zaglądam do galerii sztuki i kupuję pracę, która od wielu lat czeka właśnie na mnie. Daje mi to wiele radości. W domu celebruję pojawienie się nowej pracy, dokładnie się jej przyglądam, szukam dla niej odpowiedniego miejsca. To coś wspaniałego, co trudno opisać słowami.

Janina Myronowa, grupa trzech figurek porcelanowych, 2018, wys. 7 cm – 12,7 cm

Kiedy postanowiła Pani pokazać swoje zbiory publicznie?

Jestem gadułą, często, podczas spotkań z przyjaciółmi o opowiadałam o swoich zakupach. Moi przyjaciele byli bardzo ciekawi, ile mam prac, gdzie je trzymam i gdzie można je zobaczyć. Kiedy dzieła są porozstawiane w wielu miejscach w domu i ogrodzie, trudno jest ogarnąć ich ilość. W pewnym momencie doszłam do wniosku, że to trochę jest niesprawiedliwe, aby tak piękne przedmioty mogła oglądać jedynie moja mała rodzina i domowe zwierzaki.

Był rok 2011, kiedy postanowiła upublicznić swoje zbiory. Chciałam je pokazać moim znajomym oraz zobaczyć w innej przestrzeni. Pomysł udało mi się zrealizować w dniu moich pięćdziesiątych urodzin i to było wspaniałe. Nie zdawałam sobie jednak sprawy, jak duża praca wiąże się z przygotowaniem wystawy w galerii i opracowaniem katalogu oraz jak bardzo jest to kosztowne przedsięwzięcie, zwłaszcza że wszystko finansowałam z moich prywatnych środków.

Władysław Garnik, „Posejdon:, 1990, wys. 97 cm

Myślę jednak, że było warto podjąć to ogromne wyzwanie, bo po wystawach została bardzo bogata dokumentacja moich unikatowych obiektów, która - jeżeli mam tylko okazję czy możliwość - jest powiększana o nowe dane.

Interesuje Panią ceramika wyjątkowa, bo unikatowa, wykonana w jednym egzemplarzu. Dlaczego?

Uważam, że warto otaczać się w swoim domu dziełami unikatowymi, czyli niepowtarzalnymi, jednymi na świecie. Patrząc na nie, mam świadomość, że zostały stworzone specjalnie dla mnie, a nie powstały w fabryce w setkach czy tysiącach egzemplarzy. Wtedy naprawdę rozpiera mnie duma.

Posiadanie unikatów, przy których narodzinach często miałam okazję być, to wspaniałe i wyjątkowe uczucie. Oczywiście nie jest ono dostępne każdemu, ale zachęcam wszystkich, aby wybrali się na łowy wspaniałych unikatów do galerii i pracowni artystów.

W swoich zbiorach ma Pani dużo prac artystów wrocławskich. Co szczególnego jest we wrocławskiej szkole ceramiki?

Pochodzę z Dolnego Śląska, mój rodzinny dom znajduje się w Jeleniej Górze, więc to oczywiste, że mam najwięcej obiektów autorstwa absolwentów wrocławskiej ASP - obliczyłam, że jest ich aż osiemdziesięciu dwóch, czyli przeszło połowa twórców, których prace mam w kolekcji.

We wrocławskiej uczelni jako jedynej w Polsce jest Wydział Ceramiki i Szkła. Na innych uczelniach studenci uczą się technik ceramicznych przy wydziałach rzeźby. Ceramika we Wrocławiu była i jest priorytetem od roku 1946. Dolny Śląsk to bowiem zagłębie ceramiczne z fabrykami porcelany, porcelitu i kamionki. Kilku absolwentów po wrocławskiej ASP piastowało stanowiska dyrektorów artystycznych i projektantów w fabrykach i tak jest do dziś.

Irena Lipska-Zworska, „Forma i cień”, 2002, 27 cm

Tym, co wyróżnia szkołę wrocławską od innych, jest poszanowanie tradycji oraz szacunek dla warsztatu i technologii. Tylko w szkole wrocławskiej mówimy o tak zwanej linii przekazu, w której zawiera się kult mistrza. Uczeń-następca odnajduje potem swoją własną, indywidualną ścieżkę w ceramice, którą podąża.

Prowadzi Pani fundację Unikat. Jakie są jej najważniejsze cele?

To organizacja non-profit, która działa na rzecz kultury i sztuki. Jej głównym zadaniem jest promocja i popularyzacja współczesnej ceramiki unikatowej: propagowanie idei kolekcjonerstwa, udostępniania sztuki szerokiej publiczności oraz wspieranie artystów ceramików poprzez współorganizowanie ich wystaw.

Elżbieta Grosseova, Bez tytułu, 2012, wys. 33 cm

Fundacja ma na swoim koncie organizację czternaście eventów, w tym pięć ekspozycji prywatnej kolekcji. Taki rodzaj promocji jest ogromną szansą dla środowiska artystów ceramików na poszerzenie grupy odbiorców oraz rozpropagowanie ich twórczości. Organizacja stara się pomagać artystom w ich ciężkiej sytuacji. Wspierać zarówno seniorów, jak i nieść pomoc młodym adeptom ASP. Utrzymuje się jedynie z wpłat przyjaciół i miłośników sztuki, którym chciałabym w tym miejscu gorąco podziękować za ich pomoc i wsparcie. 

Autor
Jak zostać kolekcjonerem sztuki? Wywiad z Iwoną Siewierską
Małgorzata Stalmierska
Dziennikarka, historyczka sztuki, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. W Czasie na Wnętrze zajmuje stanowisko sekretarza redakcji. Oaza spokoju od której z daleka bije...