Wiele roślin doniczkowych, które posiadamy w naszych mieszkaniach, pochodzi z tropików, a to oznacza, że kochają słońce i deszcz. Trudno jednak w domu odtworzyć klimat tropikalnej dżungli. Możemy za to sprawić, by suche powietrze nie zagrażało naszym roślinom.

Zimne powietrze zawiera mniej wilgoci niż ciepłe. Nawet gdy to suche przedostaje się z zewnątrz do naszych ogrzewanych pomieszczeń i trochę się ociepla, to jego wilgotność względna nie wzrasta. Podczas miesięcy grzewczych wilgotność powietrza w większości domów wynosi ok. 20%. Tymczasem eksperci zalecają, by w tym okresie wynosiła ona min. 40%. Zdecydowana większość roślin (nawet kaktusów) preferuje wilgotność powyżej 40%, a wiele gatunków wymaga jej na poziomie powyżej 60%. Z powodu zbyt niskiego jej poziomu szczególnie cierpią rośliny o cienkich liściach: aksamitki, lilie pokojowe, palmy, czy paprocie. 

Rośliny nie lubią suszy

Suche powietrze może uszkodzić rośliny, czasem nawet nieodwracalnie. Najczęściej zdarza się to w zimie, gdy włączone jest ogrzewanie. Można to poznać po liściach, które często zaczynają się zwijać, a ich końcówki brązowieją lub żółkną, a z czasem odpadają. Roślina może być też atakowana przez przędziorki (Tetranychus urticae). Jeśli w porę nie zostaną usunięte, mogą doprowadzić do obumarcia roślin.

Podlewanie, zraszanie i nawilżanie

Czasem okazuje się, że samo podlewanie nie wystarczy. Niektóre rośliny żyjące w naturze na bardzo wilgotnych obszarach, przyzwyczaiły się do tego, że nie muszą wchłaniać i zatrzymywać wody. Zamiast tego polegają na stałym dopływie pary wodnej w powietrzu. W związku z tym ciągłe ich podlewanie, zamiast zraszania nie ma sensu, a z kolei spryskiwanie liści działa tylko doraźnie. W dodatku niektóre rośliny, np. begonia i sępolia źle tolerują moczenie liści. W niektórych przypadkach zraszanie może też sprzyjać pojawianiu się pleśni czy nawet poparzeniom. Dlatego optymalnym rozwiązaniem, które pomoże nie tylko roślinom, ale także i nam jest nawilżacz. Dzięki niemu jakość powietrza poprawi się w całym domu i wszyscy będą lepiej oddychać.

Jaki nawilżacz powietrza wybrać? 

Jeśli szukasz wydajnego sprzętu, przystosowanego do nawilżania powietrza w dużych pomieszczeniach, dobrym wyborem będzie nawilżacz ewaporacyjny. Jego działanie opiera się na wkładzie filtrującym, który zanurzony jest w wodzie, a jej cząsteczki odprowadzane są do powietrza przez ciche wiatraki.

Tego typu sprzęt znajdziesz w gamie Oskar Stadler od Form. Osobną kategorię stanowią nawilżacze ultradźwiękowe, które z pomocą fal o wysokiej częstotliwości rozbijają cząsteczki wody, aby odprowadzić je do powietrza. W ofercie firmy Stadler Form są to np. Eva, Anton czy Emma. Najprostsze w działaniu są nawilżacze parowe, które po prostu podgrzewają wodę, aby oddać jej cząsteczki do powietrza w lotnej postaci. Wybierając nowy nawilżacz powietrza, zwracaj uwagę na jego wydajność (w zależności od metrażu pomieszczenia) oraz głośność pracy

Jak nawilżać, żeby nie zaszkodzić

Jeśli chcesz pomóc roślinom, unikaj włączania nawilżacza po zachodzie słońca. W przypadku braku światła słonecznego para wodna nie odparowuje i pozostaje na glebie oraz roślinach, które następnie stają się rozmokłe i osłabione. Nadmiar wilgoci bez światła słonecznego może również prowadzić do rozwoju szkodliwej pleśni.

Umieść nawilżacz w odległości od 2 do 3 metrów od roślin. Daje to im wystarczająco dużo miejsca, aby wygodnie oddychać, jednocześnie pochłaniając parę wodną.

Należy uważać, aby nie kierować mgiełki z nawilżacza bezpośrednio na liście, ponieważ może to doprowadzić do powstania grzybów i pleśni.

Więcej informacji na: www.stadler-form.pl