Niektóre domy się ogląda, inne - doświadcza. Ten w zabudowie jednorodzinnej w warszawskim Wilanowie należy do tej drugiej - nie narzuca się formą, lecz stopniowo odsłania swoje znaczenia. Powstał jako odpowiedź na potrzebę czegoś trudnego do uchwycenia: przestrzeni, która nie tylko odpowiada na funkcjonalne potrzeby, ale także reguluje tempo życia, wycisza i pozwala być bliżej siebie. Projekt był szczególny od samego początku.
- To wyjątkowa sytuacja, w której zawodowa relacja łączyła się z osobistą znajomością - przyznają Mariola Kawa i Maciej Kurowski, architekci z pracowni Five Cell.
Inwestorka bowiem jest siostrą Macieja, co nadało całemu procesowi intymny, niemal domowy wymiar. Nie oznaczało to jednak rezygnacji z profesjonalizmu - przeciwnie wymagało jeszcze większej uważności i precyzji w podejmowaniu decyzji.
Emocjonalna wizja domu
Zamiast więc rozmów o stylach pojawiły się... opowieści. O podróżach na południe Europy, o świetle odbijającym się od kamiennych ścian, o miękkich krajobrazach i architekturze, która nie dominuje, lecz współistnieje z otoczeniem.
- Wizja była emocjonalna, nie stylistyczna - mówią projektanci.
Z tych emocjonalnych rozmów wyłoniła się koncepcja domu, który nie zatrzymuje użytkownika w jednej scenografii, lecz zmienia się wraz z nim. Przestrzeń została zaprojektowana tak, by żyła światłem - by poranek, południe i wieczór opowiadały ją na nowo. To właśnie światło, obok materii i linii, stało się jednym z głównych narzędzi projektowych.
Zaoblenia, wnęki i faktury
Zaoblenia, wnęki i faktury zostały zaprojektowane tak, aby światło dzienne miękko po nich spływało i budowało zmienny światłocień. Motyw płynnych, miękkich linii, który przenika cały dom, nie jest dekoracją. To język, którym opowiedziano tę przestrzeń. Zaoblenia nie są tu zabiegiem estetycznym, ale narzędziem pracy ze światłem i odbiorem przestrzeni.
Łagodzą wnętrze, rozpraszają światło, wprowadzają spokój i płynność. W praktyce oznaczało to daleko idącą ingerencję w istniejącą strukturę budynku. Ostre kąty musiały zniknąć, a komunikacja - zazwyczaj traktowana jako przestrzeń drugoplanowa - stała się jednym z kluczowych elementów kompozycji.
Przebudowana klatka schodowa, o rzeźbiarskiej, niemal organicznej formie, stała się sercem domu - miejscem, które nie tylko łączy poziomy, ale także integruje domowników. To właśnie tam najpełniej widać ideę tego niezwykłego projektu, w którym sceneria aktywnie współtworzy doświadczenie pięknej codzienności.
- Chcieliśmy, aby architektura nie była tłem dla wyposażenia, ale by sama budowała charakter domu - mówią Mariola i Maciej.
Wnętrze, choć konsekwentne formalnie, nie jest surowe. Wręcz przeciwnie - jego miękkość wynika zarówno z linii, jak i z materiałów. Drewno, len, kamień i mikrocement budują paletę, która nie potrzebuje intensywnych kolorów. Tu pierwszeństwo mają faktura i światło, a nie barwa.
Dom, który wycisza i koi
Dom o powierzchni 240 metrów kwadratowych został zaprojektowany dla czteroosobowej rodziny i podporządkowany rytmowi jej codzienności. Otwarta strefa dzienna sprzyja byciu razem, ale równie ważne są miejsca wyciszenia - łazienki przypominające prywatne strefy SPA czy ukryte przestrzenie przechowywania, które pozwalają utrzymać wizualny spokój. To projekt, który wymagał ogromnej dyscypliny. Największym wyzwaniem była konsekwencja formalna.
Każdy detal, od zaoblonych ścian po podwieszane blaty, musiał zostać zaprojektowany indywidualnie, często jako prototyp dopracowywany na budowie. A jednak efekt nie sprawia wrażenia wysiłku.
Przeciwnie - dom wydaje się naturalny, jakby zawsze taki był. Może dlatego, że jego istotą nie jest forma sama w sobie, lecz doświadczenie, które oferuje. To przestrzeń, która nie przytłacza, lecz prowadzi. Nie narzuca, lecz zaprasza. W świecie pełnym nadmiaru ten dom proponuje coś odwrotnego: ograniczenie, uważność i ciszę. Nie jest manifestem ani demonstracją możliwości projektowych. Jest raczej próbą odpowiedzi na pytanie, jak powinna wyglądać przestrzeń, w której naprawdę dobrze się żyje. I być może właśnie dlatego zostaje w pamięci na długo – nie jako obraz, lecz jako odczucie.





