Wśród zieleni niedaleko Płońska powstał projekt spokojny i dojrzały, gdzie orzechowe drewno spotyka się z kamieniem i szczotkowanym mosiądzem, ogród zagląda przez wielkie przeszklenia, a światło podąża za domownikami. Eliza Karwowska ze Studio Projekt stworzyła dla Renaty i Wojciecha miejsce, w którym luksus oznacza przede wszystkim wygodę, jakość i poczucie bycia naprawdę u siebie.
Jej pierwsze spotkanie z właścicielami odbyło się właściwie jeszcze nie w domu, lecz w jego obietnicy. Były świeżo wylane fundamenty i przestrzeń, w której dopiero należało wyobrazić sobie przyszłe życie. Eliza doskonale pamięta tamten moment.
- Od razu między nami zaiskrzyło. Pojawił się wspólny język, zrozumienie procesu projektowego i podobne myślenie o stylistyce, w której jakość materiałów nigdy nie ustępuje funkcji - wspomina architektka.
To, że dołączyła do inwestycji na etapie fundamentów, okazało się bezcenne. Można było jeszcze zmieniać niemal wszystko: układ pomieszczeń, instalacje, osie widokowe, relacje pomiędzy poszczególnymi częściami domu. Zamiast dopasowywać życie mieszkańców do gotowej architektury, projektantka mogła zrobić coś odwrotnego - zbudować architekturę wokół ich życia.
Dom z ogrodem
Sam dom ma 210 m kw. powierzchni użytkowej, w tym 40-metrowy garaż, i został w całości rozplanowany na jednym poziomie. Położony jest w malowniczych okolicach Płońska, około 70 kilometrów od Warszawy. 35-arowy ogród daje poczucie prywatności, ale jest też jednym z najważniejszych „pomieszczeń” tej realizacji. Właśnie dlatego wnętrze i krajobraz powstawały niemal równolegle.
- Od początku projektowałam wnętrza w bliskim dialogu z autorką ogrodu, mgr inż. arch. kraj. Martą Abramczyk. Wspólnie dopracowywałyśmy osie widokowe i wyjścia na ogród tak, aby architektura i zieleń płynnie się przenikały – mówi Eliza.
Efekt najlepiej widać w salonie. Wysoki, katedralny sufit potęguje wrażenie przestrzeni, a szczytowe przeszklenia wpuszczają do środka ogromną ilość naturalnego światła. Za szybami nie ma przypadkowego pejzażu. Widoki zostały skomponowane niemal jak obrazy. Wiosenna świeżość, intensywna letnia zieleń, jesienne złoto i zimowa grafika nagich gałęzi nieustannie zmieniają wnętrze.
Plan domu opiera się na czytelnym podziale na dwie strefy. Pierwsza jest otwarta i wspólna: salon łączy się z jadalnią oraz kuchnią ze spiżarnią. W pobliżu znalazły się gabinet, łazienka gościnna z wanną i szczególne miejsce - błękitny pokój zabaw dla wnuków, wyposażony także w funkcję spania. Usytuowano go tak, aby podczas długich rodzinnych obiadów z jadalni można było dyskretnie obserwować najmłodszych.
Dalej dom zwalnia. Długi korytarz prowadzi do prywatnej części z główną sypialnią i garderobą, pokojem gościnnym oraz dużą łazienką. Sam trakt komunikacyjny nie jest jednak wyłącznie przejściem. Stał się galerią sztuki.
W duchu soft minimalizmu
Tło dla codzienności tworzy paleta, którą Eliza Karwowska określa jako dojrzały, szlachetny soft minimalism. Głębokie odcienie orzecha i chłodniej wybarwionego dębu spotykają się z tonami rozbielonej kawy i złamanej, ciepłej bieli. Grafit oraz czerń dyscyplinują kompozycję, a szczotkowany mosiądz dodaje jej dyskretnego blasku.
Wiele elementów powstało na wymiar. Zabudowy wykonane przez Alpha Meble pozwoliły ukryć znaczną część funkcji i zachować wizualny spokój. Ta dyscyplina nie oznacza jednak, że dom podporządkowano estetyce kosztem wygody. Przeciwnie.
- Najważniejsza była bezkompromisowa funkcjonalność. Każda przestrzeń dostała swoją jasną rolę: kuchnia jest tętniącym życiem sercem domu, salon miejscem głębokiego wytchnienia, a jadalnia przestrzenią niespiesznych rodzinnych spotkań - podkreśla architektka.
- Chciałam stworzyć dla właścicieli spójny świat i miejsce, w którym w końcu poczują się bezkompromisowo u siebie - przyznaje Eliza.
Mimo że nie jest to ich pierwszy dom, właśnie ten jest pierwszym zbudowanym całkowicie według ich własnych reguł i potrzeb. Może dlatego trudno opowiedzieć o tej realizacji wyłącznie poprzez marki, materiały i metry kwadratowe. Jej najważniejszym tworzywem okazuje się czas. Ten spędzany przy dużym stole. Ten, który dzieci poświęcają zabawie w błękitnym pokoju. Ten zapisany w wybieranych przez trzy lata obrazach. I ten widoczny za wielkimi przeszkleniami, kiedy ogród zmienia się wraz z kolejnymi porami roku.
Dom pod Płońskiem nie próbuje zatrzymać czasu. Został pomyślany tak, żeby dobrze się z nim starzeć. I być gotowym na wszystko, co przyniosą kolejne rodzinne historie.





