Ten dom w Gostyniu, niedaleko Poznania, udowadnia, że nie ma nic ważniejszego niż piękny rytm codzienności. Nowoczesna, parterowa bryła stoi na wzniesieniu, a duże przeszklenia otwierają ją na naturalną, wciąż niemal niezabudowaną okolicę. To właśnie krajobraz i wpadające do środka światło stały się jednymi z najważniejszych sprzymierzeńców projektu.
Wygoda na 155 metrach kwadratowych
Na 155 metrach kwadratowych mieszka Ewa i Michał z dwójką synów oraz psem. Jedenaście pomieszczeń tworzy wygodną przestrzeń dla rodziny, która w ciągu tygodnia potrzebuje przede wszystkim odpoczynku, ale w weekendy chętnie otwiera drzwi przed gośćmi. Wnętrze musiało więc pogodzić dwa pozornie odmienne scenariusze: być spokojnym azylem i miejscem tętniącym życiem. Odpowiadający za projekt Basia i Łukasz Echaust z pracowni Echaust Design początkowo mieli się zająć jedynie strefą dzienną, wiatrołapem oraz główną łazienką. Współpraca układała się jednak na tyle dobrze, że zakres ich prac szybko się powiększył o sypialnię z garderobą i prywatną łazienką.
- Inwestorzy trafili do nas przez ogłoszenie na jednym z portali. Po wymianie kilku wiadomości obie strony poczuły, że to może być początek bardzo fajnej współpracy - wspominają projektanci.
Już pierwsze rozmowy pokazały, że gospodarze nie oczekują wnętrza stworzonego według gotowego przepisu. Ewa była świetnie przygotowana, miała własne inspiracje i materiały, które chciała zobaczyć w domu. Jednocześnie razem z Michałem pozostawiła projektantom dużą swobodę w komponowaniu całości.
Subtelne akcenty mid-century modern
Kierunek został określony dość precyzyjnie: współczesna przestrzeń miała otrzymać subtelne akcenty mid-century modern. Jeszcze bardziej jednak wymowne było to, czego właściciele absolutnie nie chcieli - żadnych szarości ani lameli. Zamiast chłodnej neutralności pojawiły się więc ciepłe kolory, zróżnicowane faktury, tapety, tkaniny i starannie zestawione materiały.
Niektóre płytki oraz lampy wybrała sama Ewa. Projektanci potraktowali je jako punkt wyjścia, dobierając pod nie pozostałe okładziny, zabudowy stolarskie, kolory ścian, armaturę i ceramikę.
Najważniejszym miejscem domu jest otwarta strefa dzienna. Kuchnia, jadalnia i salon nie zostały potraktowane jako trzy osobne wnętrza, lecz jako przestrzenie płynnie przechodzące jedna w drugą. To odpowiedź na sposób życia rodziny. Duża sofa skupia domowników w salonie, rozkładany stół pozwala zaprosić większą liczbę osób, a hokery ustawione przy półwyspie sprawiają, że nawet osoba przygotowująca posiłek pozostaje częścią spotkania.
Trwałość, funkcjonalność i komfort użytkowania
Właścicielom szczególnie zależało na dużym, nieco wyższym niż standardowy blacie roboczym. Sprzęty AGD miały natomiast możliwie dyskretnie zniknąć w zabudowie.
Równie ważne było przechowywanie. Przy czteroosobowej rodzinie liczba rzeczy rośnie szybko, dlatego efekt wizualnego porządku wymaga dobrze zaplanowanego zaplecza. Rozbudowane zabudowy pozwoliły ukryć codzienny domowy ekwipunek, pozostawiając na widoku przede wszystkim to, co buduje charakter wnętrza.
Także materiały musiały zdać egzamin z codzienności. W domu są i dzieci, i pies, dlatego piękna powierzchnia, której nie można dotknąć bez obawy o pozostawienie śladu, nie wchodziła w grę. Liczyły się trwałość oraz łatwość czyszczenia.
Choć dom ma pokaźny metraż, projektanci nie próbowali dodatkowo imponować skalą. Wrażenie przestronności pojawiło się niejako samo - za sprawą przeszkleń i wyjątkowego położenia budynku.
- Kiedy promienie słońca wpadają przez duże okna strefy dziennej, przestrzeń wydaje się jeszcze większa. Światło wprost rozsuwa ściany, a faktury i materiały lepiej wtedy wybrzmiewają - mówią Basia i Łukasz. Po zapadnięciu zmroku rolę naturalnego światła przejmuje rozbudowany scenariusz oświetleniowy. Pani domu lubi dekoracyjne lampy, dlatego projektanci nie ograniczali ich do kilku obowiązkowych punktów. We wnętrzu pojawiły się lampy wiszące i kinkiety, a różne źródła światła pozwalają zmieniać atmosferę zależnie od sytuacji.
Największym jednak wyzwaniem dla projektantów nie było znalezienie odpowiedniego koloru, materiału czy układu funkcjonalnego, lecz późniejsza realizacja. Projekt prowadzony był bez nadzoru autorskiego i ekip projektantów. Z polecenia projektantów wykonano jedynie prace stolarskie.
Na szczęście ostatecznie wszystko powstało zgodnie z założeniami, jednak część robót się przedłużała, a pogodzenie regularnego kontrolowania budowy z obowiązkami zawodowymi właścicieli okazało się trudne. Podczas sesji zdjęciowej sama Ewa przyznała, że gdyby mogła podjąć tę decyzję ponownie, zamiast samego projektu wykonawczego wybrałaby realizację z pełnym nadzorem.
Finalnie jednak najważniejszym okazał się fakt, że ten dom wyrósł z dialogu - między potrzebami rodziny a doświadczeniem projektantów, współczesnością a inspiracjami sprzed kilku dekad, estetyką a funkcjonalnością. Projekt nie jest katalogową scenografią. Ma wytrzymać dziecięcy pośpiech, obecność psa, spokojne popołudnia oraz weekendy pełne rozmów przy stole. I chyba właśnie dlatego najbardziej przekonująco wygląda wtedy, gdy naprawdę toczy się w nim życie.





