Dwoje pozytywnych i uśmiechniętych ludzi to dla architektów zawsze dobry znak. A gdy jeszcze marzy się im kolorowe wnętrze, szczęście jest podwójne - można bowiem trochę zaszaleć, nie trzymać się utartych ścieżek, wyjść poza konwencję i bawić się wnętrzem, proponując nawet najbardziej zuchwałe rozwiązania.
Jazmín i Kacper, właściciele mieszkania na Szczęśliwicach, oraz dwie projektantki, Anna Olga Chmielewska i Agnieszka Warnowska, od razu złapali wspólny język. Jazmín potrzebowała światła i barw, bo z pochodzenia jest Argentynką, przyzwyczajoną do ciepłego, słonecznego klimatu. W ostatnich projektach Anny i Agnieszki przeważały stonowane barwy, dlatego chętnie podchwyciły i rozwinęły kolorowe marzenia właścicieli. Wspólnie stworzyli więc zgrany kwartet, którego nic nie było w stanie powstrzymać od eksperymentów.
Kolorowe mieszkanie
W mieszkaniu pojawiły się więc odcienie terakoty, brązy, niebieskości i fiolety oraz stonowane zielenie - przechodzą konsekwentnie z pomieszczenia do pomieszczenia, w jednych blednąc, w innych nabierając intensywności. Kolory są ciepłe, co sprawia, że wnętrze nabiera przytulności, jakiejś miękkości, a jednocześnie pozostaje klarowne i wyraziste.
Bardziej intensywne barwy znalazły się na frontach kuchennych oraz płytkach w łazience. To była prośba Jazmín, której brakowało mocniejszego akcentu.
- Panowie z ekipy remontowej podeszli do tego pomysłu z umiarkowanym entuzjazmem, ale nie mieli wyjścia: siedzieli na podłodze i ręcznie malowali kafelki według ustalonego schematu - śmieje się projektantka.
Wygoda na poddaszu
Mieszkanie znajduje się na poddaszu, z którego roztacza się widok na dachy powstałego w latach dwutysięcznych osiedla oraz pobliską Górkę Szczęśliwicką. To zielona i spokojna część Warszawy. Projektantkom i właścicielom zależało na zachowaniu pierwotnego układu, jak najmniejszej ilości wyburzeń i zmian. Zgodnie z zasadami zrównoważonego projektowania, w duchu którego projektują, pozbyły się w trakcie remontu materiałów sztucznych, zastępując je naturalnymi. Zadbały także o komfort termiczny, dodając klimatyzację. Najmniejszym pomieszczeniem, ale bardzo przytulnym jest sypialnia na poddaszu.
- Wykonawcy sprawdzili i naprawili istniejące instalacje. To, co można było we wnętrzu odrestaurować i naprawić, zachowałyśmy. Mniej zmian oraz wyburzeń nie oznacza wcale, że prace postępują szybciej i łatwiej - zaznacza Anna.
Obie projektantki zgodnie jednak mówią, że warto czasem nadłożyć czasu i wysiłku - w ten sposób bowiem nadpisuje się dalszą historię wnętrza, które dzięki temu staje się bardziej autentyczne.
Anna i Agnieszka, wybierając meble, starają się zawsze korzystać z polskich marek. To właśnie od nich pochodzą rozkładana sofa stół, łóżko i sprzęty łazienkowe.
Projektantki szukają mebli również na portalach vintage, na których można znaleźć istne perełki. Efektem tych poszukiwań jest na przykład zabawny fotel Wink z lat 80. marki Cassina w oryginalnej, fioletowej tapicerce.
Kuchnia z sklejki i Valchromatu
Elementem, którego nie było wcześniej we wnętrzu, jest wyspa kuchenna. Dawniej w tym miejscu na dziwnej konstrukcji wisiał telewizor. Dziś zamiast niego nad wyspą znajduje się ukryty w kasecie ekran. Niższa część tej zabudowy tworzy ławę, która czasem jest dodatkowym siedzeniem dla gości, a na co dzień kryje konsolę i sprzęt do gier. Zabudowa kuchni wykonana jest ze sklejki i Valchromatu, płyty meblowej z drewnianych włókien barwionych w masie.
- Od dawna chciałam użyć tego materiału, ale stolarze obawiali się go. Wreszcie znalazłam wykonawcę, który podjął się tego zadania. Efekt przekroczył najśmielsze oczekiwania, zarówno jego, jak i moje - opowiada Anna.
Kuchnia Kacpra i Jazmín zamienia się czasem w kino domowe lub centrum gamingowe. Kacper bowiem projektuje gry komputerowe, a Jazmín tworzy do nich efekty dźwiękowe. Oboje są artystami i może właśnie dlatego nie boją się odważnych rozwiązań. Żyją wprost kolorem.
Drugim elementem, który pojawił się jakby przez przypadek, jest cienki metalowy słup. Powstał on po wyburzeniu wspomnianej ściany, która oddzielała korytarz od salonu. Projektantki postanowiły go zostawić, by pełnił funkcję dekoracyjną. Specjalnie pozostał nieoszlifowany. Widać na nim nierówności i grube spawy, co sprawia, że wnętrze zaczyna snuć opowieść o swojej przeszłości i ludziach, którzy w nim mieszkali. Anna pomalowała go na fioletowo, żeby zgrał się z fotelem i podkręcił inne kolory w mieszkaniu.
- Cieszymy się widząc, jak właścicieli inspirują nasze projektowe oraz stylizacyjne rozwiązania, jak harmonijnie, spójnie je rozwijają - podkreśla Anna. To proces, w którym mieszkanie ciągle „staje się”. Dzięki temu dom żyje.





