Budowę domu Gabriela i Sebastian Greniowie zaplanowali już wiele lat temu. Wyjeżdżając do Anglii za pracą, mieli po niespełna dwadzieścia lat, ale już wówczas byli pewni, że wrócą i osiedlą się w rodzinnych stronach. Na własnym. Realizacja tych planów zajęła sporo czasu.

 Jadalnia została umieszczona wyżej niż sąsiadujący z nią aneks wypoczynkowy   Przestrzeń dzienna
Przestrzeń dzienna
Salon jest podzielony dwoma poziomami podłogi z lakierowanych dębowych desek. Jadalnia została umieszczona wyżej niż sąsiadujący z nią aneks wypoczynkowy. Stanęły w niej meble wyprodukowane w firmie właścicieli. Z okazji świąt krzesła zyskały dekorację - zabawne skrzydełka, również własnego pomysłu i produkcji.

Przez piętnaście lat pracowali na Wyspach przy renowacji starych budynków i urządzaniu w nich luksusowych apartamentów.

- Mąż prowadził prace budowlane, ja zajmowałam się aranżacją wnętrz - wspomina Gabriela. - W ten sposób zdobyliśmy zawodowe szlify. Stanęliśmy na nogi, założyliśmy firmę The Old House i wróciliśmy do Polski na stałe. Już z pełną rodziną. Nasi synowie, Konrad, Tristan i Samuel, urodzili się jeszcze w Anglii.

Gdy nadszedł czas powrotu, wymarzony własny dom w Bronowie, niewielkiej wsi nieopodal Bielska Białej, już na nich czekał.

kanapę w salonie przywiozła z Anglii.   Staroświecka francuska butelka na mleko, piękne użytkowe szkło
Wypoczynek w salonie
Wygodną kanapę pani domu przywiozła z Anglii. Pierwotne kwieciste obicie mebla zostało zmienione na lniane. Również w len zostały "ubrane" dwa fotele, kupione jako używane starocie. Między nimi stanął stolik z marmurowym blatem, idealnie pasującym do obowiązującego tu zestawu kolorów: naturalny len, écru, biel.
  Wielka rola małych rzeczy
Staroświecka francuska butelka na mleko, piękne użytkowe szkło - pani domu przykłada wielką wagę do drobiazgów. - To małe rzeczy, które dodają uroku każdej chwili - mówi.

- Jeszcze mieszkając za granicą, kupiliśmy tutaj działkę, zamówiliśmy projekt: piętrowy dom, 350 m², i rozpoczęliśmy budowę. My wciąż byliśmy tam, a tu trwały prace. Wróciliśmy niby na gotowe, ale gdy już na dobre zamieszkaliśmy, okazało się, że dom budowany "na odległość" wymaga przeróbek.

Przede wszystkim stwierdziłam, że kuchnia jest za mała. Chciałam, żeby stanął w niej jadalniany stół, ale na to brakowało miejsca... Na szczęście obok była sypialnia, można było z niej zrezygnować i przyłączyć to pomieszczenie do kuchni. Niby proste, tylko jak rozwalić ścianę, która akurat okazała się nośna?!

Kuchnia w angielskim stylu   biała stylizowana angielska wyspa z dębowym blatem   ołtarz, będący podstawą kredensu
Kuchnia
Wyłożone kamieniem łukowate wejście do małej jadalni, spękana belka na suficie, biała stylizowana angielska wyspa z dębowym blatem, a nad nią mosiężne naczynia - zdobycze z wypraw na angielskie pchle targi. To wszystko tworzy niezwykłą atmosferę tej kuchni. I wszystko musi do siebie pasować. Nawet kubeczki czy talerzyki (przywiezione z Anglii) są tak dobrane, by współgrały z hiszpańską granatowo-niebieską glazurą. A strona praktyczna? Na dębowym blacie wyspy jest płyta gazowa ze szkła, ale do przygotowywania potraw gospodyni wykorzystuje przede wszystkim widoczny w głębi typowy angielski piec ceramiczny - żeliwny, ważący 600 kg, z trzema piekarnikami.
  W tym domu nie brak przedmiotów z zaskakującą historią. Witrażowe okno było kiedyś zamontowane w jednym z angielskich kościołów, a gospodarze uratowali je ze śmietnika. Z tego samego źródła pochodzi stojący obok niego kredens, który był niegdyś… ołtarzem. - Dębowy blat i nadstawka zostały dorobione już u nas - mówi projektantka. - A sam ołtarz, będący podstawą kredensu, uzupełniliśmy o drzwiczki.

Rada w radę, zrobiliśmy w niej ogromny łukowaty otwór i w ten sposób mamy jadalnię połączoną z kuchnią. Druga istotna przeróbka sprawiła mniej kłopotu: garaż połączony z domem zamieniliśmy na biuro, wystarczyło tylko wstawić drzwi balkonowe zamiast garażowych. A budowa nowego, wolno stojącego garażu nie była już związana z rozgardiaszem wewnątrz budynku.

Prace budowlane to działka Sebastiana, urządzenie wnętrz zaś to pole do popisu dla Gabrieli. - Mieszkając przez lata na angielskiej wsi oboje pokochaliśmy tamten styl. Było oczywiste, że daleko od niego nie odbiegniemy - mówi projektantka.

Stół i krzesła z Anglii   Mała jadalnia
Mała jadalnia
Tu rodzina jada na co dzień. - Stół i krzesła przywieźliśmy z Anglii, gdzie służyły nam przez ładnych parę lat - mówi projektantka. - Trzeba je było tylko przemalować na biało i, oczywiście, uszyć do nich ładne pokrowce na siedziska. Nad stołem wisi obraz, który ma dla mnie ogromną wartość emocjonalną. Namalowała go dla nas Zofia Kalinowska, mieszkająca w Anglii artystka, z którą się zaprzyjaźniliśmy.

- Nasz dom miał być przytulny, nie przeładowany bibelotami, ale ciepły, z duszą, taki, w którym wszyscy fajnie się czują. Wiejski dom w angielskim stylu, takie było pierwsze założenie. Dziś, po kilku latach, do sielskiego stylu angielskiego dołączył skandynawski. Miejsce stojących tu na początku kwiecistych sof i foteli zajęły meble obite lnem, pojawiło się i pojawia coraz więcej bieli, jasnego drewna... Bo ja uwielbiam zmiany i jakieś licho stale mnie kusi, by coś przerobić, na przykład wstawić nowe krzesła, inaczej ubrać okna, dorzucić inne dekoracje. I tak bez końca - śmieje się Gabriela.

Nietrudno zmieniać, gdy nowe sprzęty i dodatki stale są w zasięgu ręki. A firma Gabrieli i Sebastiana zajmuje się także produkcją mebli. I nie tylko. - Większość sprzętów, które mamy w domu, jest naszego projektu i własnej roboty - mówi projektantka. - Mało tego, szyjemy także zasłony, obrusy, robimy szmaciane zabawki, dekoracje... Ja to wszystko wymyślam, szyją moje krawcowe. A ozdobne koronki robi moja mama. Te przy ręcznikach w łazience są jej własnoręcznym dziełem.

Pokój syna w angielskim stylu   Białe drewniane meble w pokoju dziecka
Pokój syna
Właściciel tego pokoju, Samuel, ma już 10 lat, więc wystrój wnętrza, który oglądamy, wkrótce się zmieni. Na razie wciąż jeszcze pierwsze skrzypce grają tu zaprojektowane przez mamę zabawki. Dziełem mamy jest również baldachim oraz kwiaty wymalowane na starym krzesełku.

Jednak wiele rzeczy wypełniających malownicze sielskie wnętrza domu państwa Greniów ma oryginalny angielski rodowód. Gabriela sukcesywnie przywoziła do Polski a to stylową wannę i łazienkową armaturę, a to miedziane garnki, które zawisły nad kuchenną wyspą, a to stół z krzesłami, które, przemalowane na biało, stanęły w jadalni obok kuchni...

- Biegałam po angielskich pchlich targach i tam kupiłam sporo elementów wystroju, jak choćby ozdobne kafelki, wypełniające ścianę nad umywalką - opowiada projektantka. - A samą umywalkę, ozdobioną ręcznie malowanymi kwiatami, wypatrzyłam gdzieś pod Bristolem, w sklepie ze starociami.

Sypialnia w angielskim stylu. Indyjskie łóżko, ale przywiezione z Anglii.
Indyjskie łóżko, ale przywiezione z Anglii. Koronkowa narzuta rodem z Francji. Krzesło z angielskiego sklepu ze starociami. A skrzynia? Nasza, góralska. Całość, uzupełniona uszytymi przez gospodynię zasłonami, idealnie do siebie pasuje.

Obok pięknych starych przedmiotów, z duszą i historią, Gabriela i Sebastian nie potrafią przejść obojętnie. - Kiedyś pracowaliśmy przy remoncie angielskiego kościoła - wspominają.

- Dla Polaków brzmi to szokująco, ale przerabiano go na... apartamentowiec. Wiele rzeczy z kościelnego wyposażenia znalazło się na śmietniku. Trafił tam nawet kunsztowny drewniany ołtarz! Inwestor pozwolił nam go zabrać. Teraz ołtarz z dobudowaną nadstawką pełni u nas rolę kredensu. Witrażowe okno, wmontowane w ścianę obok niego, uratowaliśmy z tego samego kościoła.

Na ścianach w łazience włoski gres   lustro oprawione w ramę od obrazu odziedziczoną po dziadkach   bateria w stylu retro   Salon kąpielowy. Malownicza stalowa wanna z baterią w stylu retro
Łazienka na parterze
Część jej wykończenia to rzeczy kupione w angielskich sklepach ze starociami (umywalka ręcznie malowana w kwiaty) czy wypatrzone na tamtejszych pchlich targach (ozdobne kafelki nad umywalką, misa z dzbanem). Nie zabrakło też akcentu będącego rodzinną pamiątką - lustro zostało bowiem oprawione w ramę od obrazu odziedziczoną po dziadkach. Na ścianach włoski gres, wokół kabiny prysznicowej pocięty na mniejsze kawałki.
  Malownicza stalowa wanna z baterią w stylu retro, pomalowana na szaro i przecierana, a nad nią barokowy żyrandol. Czegóż trzeba więcej, by powstał salon kąpielowy? Może tylko szydełkowych zazdrostek w oknie, zrobionych ręcznie przez panią domu, i ręczników ozdobionych koronką? A kieliszek wina podanego do kąpieli można ustawić na wiekowym ceramicznym stojaku na kwiaty. Oczywiście angielskim.

- Urządzanie domu to dla mnie niekończąca się opowieść - śmieje się Gabriela. - I wciąż mam na nią nowe pomysły. Często, gdy ktoś do nas przychodzi, łapie się za głowę: znowu coś zmieniłaś! A ja wciąż jeszcze nie wiem, jakie sama sobie sprawię niespodzianki.